Korzystamy z plików cookies zapisujących dane użytkownika. Przeglądając naszą stronę wyrażasz zgodę na ich używanie. Według obecnie obowiązujących przepisów prawa możesz je wyłączyć zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej »
zamknij
Lubelski Wortal Piłkarski
lubgol.pl powiadom znajomego mapa strony RSS A A A Dziś jest Czwartek 18 Lipiec 2019
wyniki na żywo zgłoś newsa

Nawigacja

Rozgrywki

Partnerzy

Lubgol - portal piłkarski

Wyszukiwarka

Newsletter

Aktualny sezon

Sezon 2014/2015

Dionizy Hałasa: Rok próby

2014-03-11 11:07:11 | autor: Kamil Kmieć | źródło: własne « poprzedni news | następny news »


Dionizy Hałasa miał już okazję w przeszłości być członkiem klubu, teraz poszedł krok dalej i został wybrany na stanowisko prezesa. Zarówno przed nim, jak i samą Tomasovią Tomaszów Lubelski stoi teraz wiele trudnych wyzwań.

Przyzwyczaja się pan już powoli do myśli, że jest pan prezesem Tomasovii? To z pewnością nowe wyzwanie.

- Rzeczywiście, jest to nowe i ciekawe doświadczenie i jeszcze nie do końca oswoiłem się z tą myślą. Nie ukrywam jednak, że jako członek klubu doświadczenie mam spore, bo przez kilkanaście lat pracowałem już w zarządzie i jako taki ogląd pracy już mam.

Czy fakt, że wcześniej działał pan w takim charakterze, może pomóc teraz panu lepiej zrozumieć i sprawować funkcję prezesa?

- Nie zawsze patrzyłem na to wszystko z boku i byłem tylko „obserwatorem”. Zdarzały się sytuacje, że cały zarząd się wykruszał, a ja zostawałem sam z panem Stanisławem Pryciukiem. Trzeba było przygotować niezbędną dokumentację, rozliczać sprawy finansowe.

W jednej z lokalnych gazet wspomniał pan, że decyzja o kandydowaniu narodziła się w pana głowie po namowach pana Andrzeja Kaczora. Gdyby nie to, czy zdecydowałby się pan na taki krok?

- Zdecydowanie nie, bo aby móc kandydować, potrzebowałem zgody swojego pracodawcy, czyli pana Andrzeja Kaczora. Wiadomo, wiąże się to z dodatkowym wysiłkiem i dodatkową pracą po godzinach. W związku z tym musiałem mieć jasną sytuację, ale pan dyrektor Kaczor nie tylko mnie poparł, ale wręcz namawiał. Od blisko 20 lat jestem w szpitalu zastępcą ds. lecznictwa, na pewno zna moje plusy i minusy, w związku z tym jego opinia miała pozytywny wpływ na kandydowanie.

Gdy umawialiśmy się na przeprowadzenie wywiadu, wspomniał pan, że nie należy pana przedstawiać, bo od wielu lat kibicuje pan Tomasovii, pomaga sportowcom. Mimo wszystko warto poświęcić parę linijek tekstu na pana osobę. Od 40 lat pracuje pan w tomaszowskim szpitalu, jest pan osobą ogólnie znaną w lokalnym środowisku.

- Z Tomaszowem jestem związany od 1965 roku, tu kończyłem liceum, a po skończeniu Akademii Medycznej w Lublinie powróciłem do niego w 1975 roku. W tomaszowskim szpitalu nieprzerwanie pracuję do dziś. Równocześnie byłem już blisko Tomasovii, nie tylko jeżeli chodzi o piłkę nożną, ale też inne sporty, takie jak tenis, siatkówka czy lekkoatletyka. Służyłem jak tylko mogłem pomocą medyczną, a z czasem ta współpraca coraz bardziej się zacieśniała, w związku z czym zaproponowano mi pracę w zarządzie. Oczywiście nigdy nie pracowałem na stanowisku lekarza klubowego, ale jak tylko mogłem, to starałem się pomagać. Z czasem to wszystko się skomercjalizowało, uprawnienia przejęli lekarze medycyny sportowej.


Porównań z panem Andrzejem Kaczorem na pewno pan nie uniknie. Za jego prezesury Tomasovia dwukrotnie awansowała do "starej" III ligi. Dostał pan już od niego cenne wskazówki na początek swojej kadencji?

- Można powiedzieć, że wymieniamy uwagi na bieżąco. Oczywiście trzeba zwrócić uwagę na to, że pan Andrzej Kaczor działał w klubie kilkanaście lat temu. Dzisiaj wszystko wygląda trochę inaczej, jeżeli chodzi np. o sposób finansowania, sponsoring, a nawet o mentalność ludzi. Wolałbym jednak unikać porównań, bo na dobrą sprawę nie ma nawet czego porównywać. Pan Kaczor miał duże sukcesy na swoim koncie, poza tym nikt przed nim nie sprawował dwóch kolejnych kadencji prezesa Tomasovii. Ja tą funkcję sprawuję niespełna miesiąc.

Tomaszowski klub ma nie tylko nowego prezesa, ale też nowy zarząd. Jak pan zapatruje się na współpracę z osobami, które zostały wybrane na ostatnim walnym zgromadzeniu?

- W moim odczuciu jest to zespół bardzo wartościowych, odpowiedzialnych ludzi. Nie ma w zarządzie ludzi przypadkowych, są osoby, którym leży na sercu dobro klubu. Chciałbym to maksymalnie wykorzystać, pytanie tylko, czy mi się to uda. Funkcjonujemy przecież jako działalność społeczna, nie pobieramy za to, co robimy, żadnych pieniędzy. Nie wiem czy wystarczy nam wszystkim cierpliwości, czy nie będzie to taki chwilowy zapał, ale myślę, że nie.

Może jeszcze za wcześnie na takie pytania, ale czy klub, jako organizację, da się w jakiś sposób porównać z zarządzaniem szpitalem? I przede wszystkim, czy wzorce z placówki zdrowotnej, da się przełożyć na grunt organizacji sportowej?

- Na pewno tak, bo w naszym przypadku jest jeden wspólny problem: zadłużenie. Wiadomo, że rzadko która placówka służby zdrowia ma bilans dodatni, większość z nich jest zadłużona. Trzeba zatem wdrażać pewne programy oddłużania. Niemniej jest kilka atutów, które chcielibyśmy wykorzystać w samym klubie. Przede wszystkim należy podkreślić bardzo dobrą współpracę między zarządem a OSiR-em z panem dyrektorem Stanisławem Pryciukiem. Nasz główny sponsor, czyli Urząd Miasta, krytycznym okiem patrzy na zadłużenie, na wydatki, ale uważam, że możemy liczyć na jego życzliwą pomoc. Umówmy się, nie uda nam się długu zredukować od razu, na to trzeba kilku miesięcy, a może nawet lat. W związku z tym nasze wysiłki będą szły głównie w tym kierunku.

Czy Dionizy Hałasa, chirurg z wykształcenia, uzdrowi sytuację finansową Tomasovii?

Dług, o którym pan wspomina, opiewa się na kwotę 125 tys. złotych. Taka informacja padła na lutowym walnym zebraniu. W jaki sposób, poza pomocą z miasta, można go spłacać?

- Mamy w zarządzie fachowców, którzy znają się na biznesie, sprawach związanych ze „skarbówką”, księgowością, wiedzą, o co chodzi w merytorycznym zarządzaniu sekcjami sportowymi. Korzystając z ich doświadczenia postaramy się zbudować swego rodzaju program pozyskiwania pieniędzy. Są określone koszty stałe, których nie da się zmienić, a są te, które albo rosną, albo spadają. Przygotowaliśmy również bardzo atrakcyjne oferty możliwości reklamowania się na stadionie dla dużych, średnich i małych przedsiębiorstw w zależności od możliwości finansowych firm.  Zależy nam również na firmach jednoosobowych, ponieważ jest ich dosyć dużo. Proponujemy możliwość reklamowania się na stadionie poprzez reklamę stałą, czyli duży baner dla dużych przedsiębiorstw, reklamę ruchomą rozwieszaną na okres meczów i innych zawodów. Chcemy ponadto kontynuować ideę tzw. sponsora meczu, czyli reklamę głosową. Spiker ogłasza sponsora meczu, nagrodę dla strzelca bramki lub całego zespołu. Nie wyciągamy ręki i mówimy „daj”, tylko oferujemy konkretną formę zareklamowania się. Każdy chętny będzie mógł zadzwonić do klubu, zapytać o cenę reklamy, jej formę.

Czy sposobem na pozyskanie dodatkowych pieniędzy będzie pana zdaniem przekształcenie Tomasovii w organizację pożytku publicznego?

- Naturalnie, że tak. W naszym imieniu zbiórką pieniędzy w ramach przekazania 1% z podatku dochodowego zajmuje się Stowarzyszenie „Czajnia”, zostało z nią podpisane stosowne porozumienie. Do publicznej wiadomości mamy podany numer KRS oraz stosowny cel: TKS Tomasovia. Zachęcamy wszystkich do wsparcia klubu. Wysłaliśmy szereg apeli, do kibiców, ich rodzin, ludzi, którzy życzą nam jak najlepiej. Tak jak pan wspomniał, trwają również prace nad zmianą statutu klubu zgodnego z uchwałą walnego zgromadzenia w celu przekształcenia Tomasovii w organizację pożytku publicznego.

Taka forma pozyskiwania pieniędzy z pewnością da wam odpowiedź na pytanie, na jakie zyski możecie z tego tytułu liczyć i co zrobić, w przypadku gdyby było ich mało, aby jeszcze bardziej zachęcić mieszkańców do odpisu podatku na rzecz Tomasovii w przyszłym roku.

- To w ogóle będzie dla nas rok próby, nie tylko pod tym względem, ale również pod wieloma innymi. Przekonamy się na własnej skórze, czy w kibicach, sympatykach futbolu w naszym mieście, jest wiara w to, że razem możemy pomóc klubowi. Oczywiście my nikogo nie zmusimy do tego, ale będziemy gorąco namawiać i propagować przekazanie 1% podatku na rzecz TKS-u. Spróbujemy go bliżej przybliżyć poprzez m.in. ulotki na stadionie, słowem kto kupi bilet, będzie mógł przy kasie otrzymać właśnie taką broszurkę z informacjami.

W poprzednim tygodniu miało miejsce zebranie zarządu. Gdy rozmawialiśmy ostatnio wspominał pan, że po tym spotkaniu będzie pan bogatszy w wiedzę o najbliższych celach zarządu. Czy zapadły na nim jakieś wiążące decyzje?

- Głównie organizacyjne, powołaliśmy kierownika ds. bezpieczeństwa na stadionie, którym został pan Mariusz Malec, prolongowaliśmy umowę na ochronę meczów. Ustalone zostały ceny biletów i karnetów na mecze, nadal bilet normalny będzie kosztował 8 zł, ulgowy – 6, a szkolny – 2. Karnety będzie można nabyć w cenie 50 zł - normalny, ulgowy – 36. Parafowaliśmy umowę z Igorem Paskiwem oraz Kamilem Groborzem, klub zatwierdził terminarz i godziny meczów piłkarskich. Jesteśmy również w fazie rozmów z zawodnikami nt. systemu premiowania w rundzie rewanżowej, oczywiście patrząc na obecną sytuację finansową klubu. Co do graczy, którzy odeszli, to wynegocjowaliśmy warunki wypłaty dla nich zaległości. Z innych ważnych decyzji, jakie zostały podjęte na zebraniu, było m.in. nakreślenie i początek realizacji programu budowy siatkarskiego ośrodka sportowego na skalę bardziej masową.

Drużyna piłkarzy naszego klubu bardziej się osłabiła, niż wzmocniła. Pana zdaniem gracze "niebiesko-białych" są w stanie powalczyć o coś więcej niż 7. miejsce, które zajęli po rundzie jesiennej?

- To trener jest od tego, aby trafnie określić, czy 7. miejsce jest tym dobrym, czy też nie. Naszą rolą jest zapewnienie optymalnych warunków dla sekcji piłki nożnej, siatkówki i lekkoatletyki. Będziemy wsłuchiwać się w opinie trenera Tomasza Orłowskiego i rozważać pewne ruchy, podejmować odpowiednie decyzje. Tendencja będzie taka, aby stopniowo zapewniać dopływ młodzieży z lig juniorskich. Żeby ci starsi, którzy zechcą skończyć karierę zawodniczą, mieli swoich następców.

Czy rodzą się już w pana głowie pomysły, w jaki sposób przyciągnąć na trybuny jak najwięcej kibiców? Np. za kadencji Kazimierza Podhajnego, za darmo wchodziły poszczególne ulice lub okoliczne miejscowości. Chciałby pan to kontynuować lub wprowadzić całkiem coś nowego?

- Przyznam się szczerze, że nie wiedziałem o takiej inicjatywie i trudno mi się do niej odnieść, nie znam efektów. Wolałbym nie oglądać się wstecz i nie komentować decyzji  poprzednich władz klubu. Idziemy do przodu, nie patrzymy za siebie. 

A więc czy możemy liczyć na jakieś inne rozwiązania? Np. bilet rodzinny?

- Gdy będziemy w stanie zapewnić kulturalną atmosferę i zachęcić do uczestnictwa rodzinnego, to na pewno będzie to ciekawe rozwiązanie. Na chwilę obecną chciałbym po prostu wszystkich mieszkańców Tomaszowa i okolic, którzy interesują się piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką, zachęcić do uczestnictwa w zawodach. Z kolei tych najmłodszych namawiam do zapisywania się do naszych sekcji, w tej chwili trwa nabór rocznika 2006 piłki nożnej. Ten system szkolenia, który został wypracowany przez OSiR i jego trenerów w porozumieniu z Tomasovią, działa skutecznie od  wielu lat. Większa masowość wymaga jednak również większego zaangażowania nauczycieli wychowania fizycznego, rodziców, bo to w szkołach uczą się podstaw sportowej rywalizacji i sportowego ducha.

Wywiad autoryzowany



Tagi: III liga lub.-podkarp.;  Tomasovia Tomaszów Lubelski;

Komentarze

2014-03-12 11:12:03
Pozdrawiam z Białej Podlaskiej i życzę sukcesów Panie Prezesie !



do góry strony | powrót
Lubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarski