Korzystamy z plików cookies zapisujących dane użytkownika. Przeglądając naszą stronę wyrażasz zgodę na ich używanie. Według obecnie obowiązujących przepisów prawa możesz je wyłączyć zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej »
zamknij
Lubelski Wortal Piłkarski
lubgol.pl powiadom znajomego mapa strony RSS A A A Dziś jest Piątek 19 Lipiec 2019
wyniki na żywo mobilna wersja portalu

Nawigacja

Rozgrywki

Partnerzy

Lubgol - portal piłkarski

Wyszukiwarka

Newsletter

Aktualny sezon

Sezon 2014/2015

To ja, Ścibior się nazywam

2014-07-23 00:16:10 | autor: Karol Głuszek | źródło: własne « poprzedni news | następny news »


Dwudziestojednolatek z Puław. W zasadzie zwykły ligowy grajek. Zgłosił się do „Piłkarskiego Diamentu” i doszedł do ścisłego finału. W każdym etapie pozamiatał. Dziś wszyscy zastanawiają się, jakie będą jego dalsze losy. Szczerze, mamy nadzieję, że jeszcze o nim usłyszymy. Że nie tylko w talent show miał swoje pięć minut. Damian Ścibior. Nasz człowiek w programie Canal Plus.








STRES PRZED KAMERAMI


10 stycznia. Hala Globus w Lublinie. Sześćdziesięciu graczy z regionu czeka na występ przed kamerami. Wśród nich jest i on. Damian Ścibior.

Jest speszony, ale ma za sobą udaną próbę. Próbę dającą prawo startu w kolejnym etapie. Same ćwiczenia zaplanowane przez jury z trenerami Juskowiakiem i Zamilskim na czele nie robią na nim większego wrażenia. Slalom z piłką, strzały na małą bramkę, uderzenia z powietrza. Piłkarskie abecadło. Dla zawodników mających ambicję gry w wyższej lidze, jak małe piwo do wypicia podczas imprezy.

Ale nie to stanowi największy problem. Pierwszy etap jest piłkarsko prosty. Trema wkrada się przez telewizję. Dla niego, ale i dla większości, to pierwszy raz przed kamerami. Brak obycia przed nimi trochę dekoncentruje. Wkrada się mały popłoch i zdenerwowanie.

Ścibiorowi trzeba jednak oddać, że presji sprostał. Bez problemu znalazł się w dwunastce, która przeszła dalej. – Poszedłem tam bez większych nadziei. W zasadzie chciałem się sprawdzić. Na nic nie liczyłem. Przebrnąłem pierwszy etap i zaczęło robić się coraz ciekawiej. – mówi bohater artykułu.

Chłopak wydaje się dość specyficzny. Zdziwiony, że w ogóle komuś przyszło do głowy, żeby się z nim spotkać i pogadać. W pierwszej fazie spotkania nie jest rozgadany. Jak dotąd, żadne lubelskie medium się do niego nie zgłosiło. Nikt nie chciał z nim porozmawiać. Do wydarzeń z programu podchodzi bez większych emocji. – Same treningi nie były dla mnie zaskoczeniem. Wałkowanie podstawowych schematów. Poziom okazał się spokojnie do przeskoczenia.



NAMÓWIŁ GO KOLEGA


Do niedawna wydawało się, że słuch o nim zaginął. Że będzie kolejnym zaprzepaszczonym zdolnym piłkarzem w regionie. Niby grywał w kadrze województwa, był w szkółce Remesu Opalenica, ale… Bądźmy szczerzy, kto te kadry traktuje dziś poważnie? Przecież przewijają się przez nie setki młodych chłopaków, którzy i tak kończą w niższych ligach.

  - Pobyt w Opalenicy? Za krótki, trwał tylko rok – odpowiada. Jego problem polegał na tym, że faktycznie – był, ale nie grał. Przez dwanaście miesięcy trenował jedynie przez… trzy. Reszta czasu? W gabinecie lekarskim i na rehabilitacji, którą przechodził z Bartłomiejem Pawłowskim.

Kiedy szkółka w Opalenicy się rozpadła, bo nie było kasy na dalsze jej finansowanie, wrócił w rodzinne strony. Rozpoczął studia w Lublinie i grę na Wieniawie, międzyczasie zaliczył krótki epizod w Roztoczu Szczebrzeszyn. Generalnie stagnacja, szukanie właściwej drogi.

No i nagle, gdy wydawało się, że będzie szarą eminencją, zgłosił się do Piłkarskiego Diamentu. Do wzięcia udziału w programie namówił go jego przyjaciel z drużyny Adrian Ręba. Wszedł na stronę, wypełnił ankietę i dostał się do eliminacji w Lublinie.  – Ten pierwszy etap, paradoksalnie, był dla mnie najtrudniejszy psychicznie. Kolejne były łatwiejsze. Przeszedłem eliminacje w Lublinie, trenerzy powiedzieli o mnie dobre słowo. Dużo pomogli mi Piotr Laboga i Piotr Ziętara.

JAK  GWIAZDY Z REALITHY SHOW

Cały program przygotowany został znakomicie. Wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach, na tip – top. Ale to Canal Plus. Oni nawet słabą Ekstraklasę potrafią ubarwić. Zawodnicy cały czas pod lupą, cały czas towarzyszyły im kamery. - Byliśmy trochę, jak te gwiazdy z reality show. Każdy z nas udzielał dużo wywiadów – opowiada Ścibior.

Punktem kulminacyjnym programu był tygodniowy pobyt w Gniewinie. W ośrodku, w którym podczas Euro 2012 stacjonowali Hiszpanie, a tego lata korzystała z niego Legia Warszawa i Pogoń Szczecin. Warunki? Na najwyższym poziomie. Nic tylko grać i trenować. A zwłaszcza dla graczy z mniejszej aglomeracji. Dla tych, którzy na co dzień kopią na nierównych boiskach i zamiast wykonywać ćwiczenia na pełnym tempie, muszą trzy razy poprawić piłkę, aby dokładnie dograć do partnera. – Mega profesjonalizm, ale to też nie był dla mnie jakiś dużo szok. W Opalenicy mieliśmy przecież doskonałe warunki.

"Miłe przywitanie" - napisał Ścibior o rozpoczęciu obozu w hotelu Mistral na swoim profilu na Facebooku.

NIE PIERWSZY RAZ


Finał talent show odbył się w Dortmundzie. W specjalnej, jedynej w swoim rodzaju, klatce Footbonaut. Cztery ściany, stoisz po ich środku, otrzymujesz wystrzeloną piłkę z różnych stron i musisz trafić nią w kwadrat. Pozornie łatwe, praktycznie bardzo trudne.  – Mieliśmy posyłanych dwadzieścia piłek. Wszystko wchodziło w nogi. Cały czas musiałeś być skupiony. Podczas trzeciej próby, każdy czuł już zmęczenie.

Oglądając próbę Ścibiora wydawało się, że nie była najlepsza. Zawodnik podczas ogłaszania wyników został wyczytany jako pierwszy. To też służyło zresztą jako pewna wskazówka. – Wywołali mnie jako pierwszego. Trochę mnie to zdenerwowało. Bo widzisz, nawet ty uznałeś mnie za najgorszego. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że miałem drugi wynik. Miałem około 70% skuteczności. Wynik zwycięzcy oscylował na 80%.

Finałowa piątka przebywała w Dortmundzie przez trzy dni. Dla Ścibiora to nie pierwszy raz na Signal Iduna Park. – Gdy grałem w trampkarzach Wisły, byliśmy na obozie z trenerem Markiem Nowakiem. Czy dużo się od tego czasu zmieniło? Na pewno stadion. Wówczas był przebudowywany w związku z mistrzostwami świata.

- Nie udało nam się spotkać z Polakami. Nasze poczynania oglądał Roman Weidenfeller. Spóźniliśmy się na trening zespołu. Zobaczyliśmy tylko jego końcówkę, gdy po zajęciach na boisku pozostał Mats Hummels – wspomina pobyt w regionie Zagłębia Ruhry.



NIE MA GENU NAPASTNIKA


Ścibior od dziecka występował jako defensor. Trenerzy twierdzili, że to urodzony stoper. Bo jako środkowy obrońca zaczynał swoją przygodę z piłką. Później był rzucany po pozycjach. Jako napastnik gra od niedawna, w zasadzie pół rundy. Nie ma w sobie genu snajpera. To też nie pomogło w ostatecznym zwycięstwie w Piłkarskim Diamencie. – Triumfator, Wiktor Płaneta, gra jako napastnik od urodzenia. Widać u niego pewne zachowania i automatyzmy. Technicznie jest na pewno lepszy ode mnie.

Płaneta zwyciężył w programie i automatycznie podpisał umowę z Termalicą Bruk – Bet Nieciecza. Taka była nagroda dla zwycięzcy. Innym obiecano testy w klubach z pierwszej ligi. Sam Ścibior miał sprawdzić umiejętności właśnie w ekipie „Słoni”, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. – Skończyliśmy sezon z Lublinianką w czerwcu. Wtedy Termalika miała już roztrenowanie i to nie wypaliło. Zapewniano mnie, że dostanę telefon, ale on do dziś milczy.

CIERPLIWOŚĆ I POKORA


 - Co będzie dalej? Nie wiem, ale najprawdopodobniej z powodów finansowych odejdę z Lublinianki. Będę szukał klubu w regionie. Od marca dokuczał mi uraz. Postaram się odbudować, regularnie pograć i wtedy zobaczymy. Nie sądzę, aby ludzie z Canalu o mnie zapomnieli.

Dziś Ścibior jest na dobrej drodze, aby przejść do Radzynia. Polecił go Rafał Wej, a trener Panek zaprosił do wspólnych treningów. Dla niego to szansa na ponowne przypomnienie o sobie. Podbicie wartości rynkowej, choć ta po dojściu do finału w Piłkarskim Diamencie i tak wzrosła. – Ten program był pewnym dodatkiem. Słyszałem o drugiej edycji. Czy polecę go znajomym? Będę ich zachęcał. Może ktoś powtórzy mój wynik albo wypadnie jeszcze lepiej. – dopowiada na koniec.



Tagi: III liga lub.-podkarp.;  Lublinianka Lublin;  Orlęta Radzyń Podlaski;

Komentarze

buaa2014-07-24 20:05:49
dobre wartość rynkowa wzrosła ;)

xy2014-07-24 09:20:33
" Dla niego to szansa na ponowne przypomnienie o sobie. Podbicie wartości rynkowej, choć ta po dojściu do finału w Piłkarskim Diamencie i tak wzrosła.".... Bez komentarza:)

Pozdrowienia z Roztocza Ziomus2014-07-23 22:42:02


2014-07-23 18:50:01


Kibic2014-07-23 12:44:10
"Jako napastnik gra od niedawna, w zasadzie pół rundy." Jakie pół rundy? Po co takie kłamstwa. W Szczebrzeszynie grał cały czas na ataku w Lubliniance także.

roztocze2014-07-23 07:04:26
POWODZENIA ŚCIBI



do góry strony | powrót
Lubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarski