Korzystamy z plików cookies zapisujących dane użytkownika. Przeglądając naszą stronę wyrażasz zgodę na ich używanie. Według obecnie obowiązujących przepisów prawa możesz je wyłączyć zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej »
zamknij
Lubelski Wortal Piłkarski
lubgol.pl powiadom znajomego mapa strony RSS A A A Dziś jest Wtorek 21 Maj 2019
wyniki na żywo mobilna wersja portalu

Nawigacja

Rozgrywki

Partnerzy

Lubgol - portal piłkarski

Wyszukiwarka

Newsletter

Aktualny sezon

Sezon 2014/2015

Nie chcemy za wszelką cenę wychowywać mistrzów świata. Chcemy wychowywać dobrych ludzi

2015-02-17 08:22:04 | autor: Karol Głuszek | źródło: własne « poprzedni news | następny news »


TOP 54 Biała Podlaska postanowił skoncentrować swoją uwagę na szkoleniu młodzieży. Aktualnie bialczanie są posiadaczami jednej z najlepszych szkółek młodzieżowych w regionie, która zdążyła już wychować takie nazwiska jak Stefaniuk, Borysiuk, Hołownia, czy Pajnowski.

O piłce młodzieżowej, szkoleniu, pracy w akademii, jej funkcjonowaniu, rozgrywkach i na inne powiązane tematy porozmawialiśmy z trenerem Miłoszem Storto. Zapraszamy!





Macie w Białej kilka grup wiekowych, trenuje u was sporo dzieci, ale tylko nielicznym udaje się wybić do dużej piłki.


Paru chłopakom to się udało. Z rocznika 1998, który prowadziłem przez osiem lat, Mateusz Hołownia i Sebastian Szymański są w Legii, Kamil Pajnowski trenuje już z pierwszym zespołem Jagiellonii Białystok. Wcześniej był Ariel Borysiuk, chociaż wiele osób traktuje go jako „samorodek”. Zarzucano nam, że trafił się jeden orzeł, ale jego przecież też trzeba było wyszkolić, odpowiednio prowadzić i pokierować. Według mnie, wszyscy trenerzy, którzy prowadzili Ariela (Krzysztof Krucewicz, Dariusz Banaszuk i Henryk Grodecki, przyp. KG) zrobili to wzorowo. Inny nasz wychowanek, Bartek Wasiluk, próbuje swoich sił na Śląsku.

Z rocznika 1988 do seniorskiej piłki przebiło się najwięcej piłkarzy: Tomasz Gawroński, Piotr Wilawer, Wojciech Jakubiec, Łukasz Stefaniuk, choć nikt z nich zawrotnej kariery nie zrobił. Z 1991, który był także bardzo uzdolniony w dorosłym futbolu funkcjonuje tylko Borysiuk. Było tam jeszcze dwóch – trzech bardzo ciekawych zawodników, ale gdzieś się zagubili.

Chłopcy urodzeni w 1992 mieli spory potencjał. Wygrali Wojewódzką Ligę Juniorów i grali baraż z Radomiakiem Radom. Grali tam m.in. Hołoweńko, Maksymiuk, Wasiluk. Byli również Paszczuk i Rossa – czołowi zawodnicy ligi juniorów.

Z tych wszystkich chłopaków, kto był największym talentem?

Na pewno Borysiuk. Nasz klub kojarzony jest przecież z Arielem. Poza nim wyróżniłbym Mateusza Hołownię. Od razu było widać, że ma zadatki na dobrego piłkarza. Muszę wspomnieć o Sebastianie Szymańskim, który obecnie również trenuje w Akademii Legii. No i Bartek Wasiluk. On nie miał aż tak wielkiego  talentu jak „Borys”, ale nadrabiał charakterem. Ogromny potencjał ma także Sebastian Czapski. Jeśli wzmocni się fizycznie i będą omijały go kontuzje, może być o nim głośno. Poza nimi jest jeszcze kilku bardzo ciekawych chłopaków, którzy mogą bardzo szybko wskoczyć na wyższy poziom.

Hołownia przeżywa obecnie gorszy okres w Legii.

Mateusz gra teraz więcej w kadrze U-17 niż w klubie, ale wierzę, że i tam nastanie jego czas. Hołownia to najmłodszy debiutant w historii Legii.

Borysiuk w czasie kariery trochę się pogubił, w pewnym momencie odbiła mu sodówka. Słyszałem, że u Hołowni też nie nadąża głowa. Co zatem bardziej decyduje - charakter czy talent?


Jedno i drugie musi się uzupełniać , ale jeśli musiałbym wybrać, byłbym za tym, że ważniejszy jest charakter i determinacja. Taki Bartek Wasiluk posiadał go aż za dwóch. Potrafił przyjść pieszo na trening z Rokitna do Białej, kiedy nie miał czym dojechać. Niech mi pan pokaże gościa tak zdeterminowanego. Niektórym na zajęcia nie chce przejść się przez ulicę.

Dziś, kto u was się wyróżnia?

Sebastian Czapski. W przyszłości może grać w piłkę na bardzo wysokim poziomie. Następny to Michał Pyrka. Chłopak już w tym wieku myśli na boisku jak senior. Bardzo ważna postać w moim zespole. W roczniku 2000 ogromny potencjał przejawia Maciej Bosak. Poza tym w różnych rocznikach jest jeszcze kilku naprawdę ciekawych chłopaków, którzy mają szansę zaistnieć w piłce. Potrzeba im tylko chłodnej głowy, determinacji i stawiania sobie coraz wyższych celów sportowych.

Panuje u nas przekonanie, że gdy jeden – dwóch chłopaków z danego rocznika przebije się w seniorskiej piłce to jest już dobrze.

Taki powinien być główny cel w szkoleniu dzieci i młodzieży – dostarczenie zawodników do klubu seniorskiego. Oczywiście najlepiej byłoby, jeśli takich zawodników byłoby nie dwóch - trzech, a jeszcze więcej.

W Podlasiu gra lub grało kilku, jak nie kilkunastu wychowanków TOP 54, ale niestety zdarzają się przypadki, że ten przeskok do piłki seniorskiej jest bardzo trudny. Niestety, niektórzy zawodnicy wychodzą z założenia, iż wygodniej grać w niższych klasach rozgrywkowych, gdzie nie ma takiego rygoru i wymagań treningowych.


Mateusz Hołownia - najmłodszy debiutant w historii Legii Warszawa, fot. legionisci.com


Aby miarodajnie ocenić system szkolenia należy wziąć pod uwagę kilka aspektów. Rozgrywki, bazę treningową, trenerów, treningi, szkołę, rodziców.


Poruszył pan dobry temat. Zacznę od rodziców i rozgrywek. Nie wiem dlaczego, ale w wielu klubach liczy się wynik. Dzieci poddawane są zbyt dużej presji.  Druga sprawa to rodzice. Według mnie muszą zdystansować się do tego jak pracuje się w klubach. Powinni podchodzić z większym zaufaniem do trenerów. Na przestrzeni paru lat mieliśmy i wciąż mamy problemy z rodzicami, zwłaszcza z tych najmłodszych grup.

Ale z drugiej strony rodzice napędzają ten biznes. Płacą składki, sponsorują różne wyjazdy, zaopatrują swoje dzieci w podstawowy sprzęt do treningu.

Mój syn ma dziesięć lat i też trenuje, mnie te wydatki także obowiązują. Jak jedzie na turniej to też wpłacam pieniądze na wyjazd. Klubów – nie tylko naszego – po prostu nie stać na pełne finansowanie drużyny na taki wypad. Kiedy zamawiane są dresy, rodzice również pokrywają koszty ich zakupu, ale są one później własnością dziecka. Jest na nich herb klubu, napis na plecach. To jest jak ze szkołą – rodzic robi wyprawkę, kupuje książki, zeszyty, opłaca różne wyjazdy.

Prowadzicie miesięczne składki?

To są drobne kwoty. Miesięczna opłata za treningi to porównywalna kwota do jednej, czterdziestopięciominutowej lekcji języka angielskiego lub korepetycji z innych przedmiotów.

Rozmawiamy w Puławach, gdzie przebywacie właśnie na obozie (wywiad przeprowadzony w środę, 11 lutego, przyp. KG). Pan jest z niego zadowolony, często organizujecie takie wyjazdy?

Według mnie obóz - letni lub zimowy - to podstawa w rocznym cyklu szkolenia, zwłaszcza w starszych rocznikach. To integruje grupę, poznajemy siebie wzajemnie, spędzamy dużo czasu razem, nie śpieszymy się do domu po treningu. Mamy chwilę na omówienie wielu szczegółów. Latem jeździmy do Mielnika, zimą wybieramy Puławy. W tych dwóch miejscach mamy bardzo dobre warunki do pracy.

Jak bardzo kosztowny jest taki wypad?

Kilkaset złotych trzeba zapłacić. Pomagamy jednostkom, jeśli ktoś ma naprawdę bardzo trudną sytuację materialną. Zwykłe kolonie to znacznie wyższe koszta, my staramy się maksymalnie je ucinać.


Ariel Borysiuk to najbardziej rozpoznawalny wychowanek TOP 54 Biała Podlaska, fot. legia.net

 
Porozmawiajmy chwilę o rozgrywkach. Jak pan zapatruje się na Centralną Ligę Juniorów?

Według mnie to bardzo dobry pomysł.

Świetne rozwiązanie dla najmocniejszych drużyn w województwie, które w sezonie rozgrywały dwa – trzy poważne mecze, a w pozostałych urządzały treningi strzeleckie.

Dla chłopaków to bardzo fajna droga rozwoju i promocji. Graliśmy wiosną w lidze makroregionalnej juniorów młodszych. Tam każdy mecz był tym z serii „na noże”. W lidze wojewódzkiej jest często tak, jak pan mówi. Jeśli drużyna A wygra z drużyną B 10:0 to takie mecze nic nie dają.

Ze strony PZPN-u są jednak pewne zaniedbania. Podobno bardzo późno wypłacane są pieniądze za udział w tej lidze.

Związek daje pieniądze, ale też trzeba sporo zainwestować. Policzyliśmy, że przez jedną rundę na zespół juniorów młodszych wydaliśmy czterdzieści tysięcy złotych. Nie pozwalaliśmy sobie na żadne luksusy, szliśmy po linii najmniejszego oporu. Trzy noclegi: Kraków dwa razy i Krosno. Do Rzeszowa, Kielc i Puław jeździliśmy w dniu meczu.

Baza. Wy nie macie prawa na nią narzekać.

Mamy trawiaste boiska, bardzo wysokiej jakości. Przed sezonem w makrolidze juniorów został oddany do użytku nowy budynek klubowy, z czego bardzo się cieszymy. Takie drużyny jak Cracovia czy Korona miały już godziwe warunki do przebrania, podobnie jak i nasi zawodnicy.

Dobrze, że nie musiały przebierać się w pamiętnym blaszaku (śmiech).

(śmiech). Stare szatnie miały również swoją atmosferę i można powiedzieć, że kształtowały charaktery.

Mamy duże problemy z treningami w zimie. Jest sporo grup, a mało hal. Nie mamy niestety pełnowymiarowego boiska ze sztuczną nawierzchnią, co mogłoby ogromnie wpłynąć na jakość i organizację szkolenia. Na szczęście korzystamy z dwóch orlików – chodzi tu o najstarsze grupy.

Orliki to baza treningowa dla mas.

Ale jakie mamy wyjście? Musimy gdzieś trenować.

Przechodząc obok orlików często widzę na nich grających starszych panów, a nie dzieciaków.


Nie wiem, czy tak jest w każdym mieście, ale absurdem jest brak pozwolenia na odśnieżanie orlików w zimie. W Białej, dzięki uprzejmości dyrektorów szkół, korzystamy z dwóch orlików przy ul. Leszczynowej i ul. Akademickiej. Są dwie szkoły objęte zakazem odśnieżania. Analizując kluby w regionie – Puławy, Lublin, Świdnik, Zamość, Łęczna, Tomaszów Lubelski – wszystkie posiadają sztuczne nawierzchnie. My - lada moment - będziemy jednym z ostatnich ośrodków w województwie bez takiego boiska.

Nie ma przesłanek na budowę takiej płyty?

Miasto nam tego nie zapewni, ponieważ jest mocno zadłużone. Wiązaliśmy nadzieję, że przy Szkole Trenerów taka płyta powstanie. Na razie nie ma jednak takiego tematu. Ucieka nam trzy-cztery miesiące szkolenia. Dobrze, że w tym roku mamy łagodną zimę.

Szkoła. Wszystkie dzieci z poszczególnych roczników uczęszczają do tej samej?


Na poziome szkoły podstawowej, klasy 4-6, mamy klasy usportowione. Oni uczęszczają do Szkoły Podstawowej nr 5. Tutaj pracujemy systemem cztery plus trzy. Odpowiednio cztery godziny w tygodniu piłki nożnej, trzy innych sportów. Takiej metodyki ściśle się trzymamy. Później następuje drugi etap selekcji, tworzone są klasy sportowe w gimnazjum o profilu piłkarskim. Tam następuje specjalizacja już stricte piłkarska.

Bardzo cieszą mnie te godziny innych sportów. U nas nie zwraca się uwagi na takie podstawowe ćwiczenia jak wymyk, stanie na rękach, koordynacja ruchowa, nie mówiąc już o poprawnym biegu.

Dlatego jest od tego WF i praca w systemie klas usportowionych i sportowych. Na treningach często nie ma na to czasu ani możliwości.

Kiedy patrzy pan na dzieci w szkole to rzeczywiście istnieje u nich problem z wykonaniem tych ćwiczeń?

Istnieje, zdecydowanie. O tym decyduje kilka zmiennych. Za moich czasów po zajęciach w szkole chodziliśmy na treningi. Jeśli go nie było, szliśmy pod blok grać w piłkę, biegać, jeździć rowerem. Czasy się zmieniły. Dzieci są coraz mniej usportowione. To widać doskonale na przykładzie testów. Trzymamy się jednolitych już parę dobrych lat i widać różnicę w tych wynikach. Niestety jest coraz gorzej.

Dzieci coraz mniej garną do piłki czy ogólnie sportu.

Na samym początku widać jeszcze u nich radość. Schody zaczynają się w gimnazjum. Są też roczniki, w których jest duży problem z naborem i frekwencją na zajęciach. Wiem to na swoim przykładzie. W roczniku 1998 miałem czterdziestu chłopaków, w 1999 już było tylko piętnastu.

Dlaczego tak się dzieje?

Dzieci mają dziś za dobrze. Na pewno wpływ ma na to podniesienie poziomu życia. Nie mają takiej determinacji jak kiedyś, bo wszystko przychodzi im łatwo. To „wszystko”, to niekoniecznie same dobre rzeczy.

Oprócz aspektów sportowych należy dbać o edukację dzieci. Chłopaki mają problemy z nauką?


Bywa różnie, jedni uczą się lepiej, drudzy gorzej – jak wszędzie. Generalnie klasy sportowe są u nas wizytówką szkoły. Rocznik 1998, który w poprzednim roku ukończył gimnazjum był najlepszą klasą w szkole pod względem średniej ocen. Akurat ten chłopak, który tutaj przed chwila zaglądał, to Michał Pyrka. Gimnazjum zakończył ze średnią 5,63. Otrzymał Diamentowe Pióro prezydenta miasta. Jeśli się wie, czego chce nie ma problemu z połączeniem piłki z nauką, a jedno może pomagać drugiemu.

Jako trenerzy – pedagodzy musicie wychodzić z założenia, że tych chłopaków należy przede wszystkich wychować na dobrych ludzi, bo – umówmy się – nie każdy z nich zawodowo będzie grał w piłkę.

Nie chcemy za wszelką cenę wychować mistrzów świata, chcemy aby nasi młodzi piłkarze stawali się lepszymi ludźmi. Musimy zwracać uwagę na przygotowanie do życia. Cały czas tłumaczę chłopcom, że niekoniecznie każdy z nich będzie zawodowym piłkarzem, ale mogą pracować w różnych instytucjach, gdzie muszą umieć współpracować z ludźmi, a tego mogą nauczyć się na przykład poprzez sport.

Dużo poświęca pan czasu na rozmowy indywidualne?

Tak, bardzo często rozmawiam z piłkarzami, ale mamy też w szkole psychologa, są wychowawcy, którzy mają swoja rolę w tym procesie edukowania zawodników. Przy tych dzieciach pracuje szeroka grupa ludzi i liczę, że przyniesie to kiedyś pozytywny efekt.

Współpracujecie z jakąś większą szkółką bądź klubem na zasadzie partnerstwa?

Obecnie nie. Kiedyś była propozycja ze szkółki Juventusu Turyn, ale gdy nasi prezesi wczytali się we wszystkie obwarowania, daliśmy sobie spokój.

Takie szkółki są komercyjne.

Dlatego mamy swoje dalekosiężne plany, pomaga nam Szkoła Trenerów. Na naszych chłopcach prowadzonych jest dużo zajęć. W młodszych rocznikach trenerzy pracują na pewnego rodzaju modułach, charakterystycznych dla danej kategorii wiekowej, aby w pewnych okresach zwracać baczną uwagę na poszczególne elementy techniczne, sprawnościowe i taktyczne.

Skauting u was istnieje?

Na pewno funkcjonuje on w największych akademiach typu Lech, Legia, Jagiellonia. Najgorsze jest to, że menadżerowie często mącą szesnastolatkom w głowie. Chcą ich sprzedać i zarobić. Dobro piłkarza nie stoi na pierwszym miejscu. W takich klubach jak nasz, skauting ogranicza się do obserwacji chłopców w okręgu bialskim. Możemy ściągnąć do nas piłkarza z okolicznych wiosek. Funkcjonuje u nas selekcja naturalna.

 ***

Do pokoju, w którym rozmawiamy, wchodzą trenerzy Przemysław Sałański i Mirosław Goluch.

Przemysław Sałański: Dlaczego nie przyznajesz się do drużyny?

Miłosz Storto: To znaczy?

P.S. - Nie idziesz z nami na kolację.

M.S. – Jadę po was, jak słabo pracujecie. Zaraz do was przyjdę, spokojnie…

Chwilę później zakończyliśmy naszą godzinną rozmowę. Bialczanie udali się na kolację, późnym wieczorem mieli zaplanowany jeszcze wypad na basen. – Pracujemy, pracujemy – dorzucił na koniec trener Storto.



Tagi: Podlasie Biała Podlaska;  Rozgrywki młodzieżowe;

Komentarze

bpa2015-02-19 16:44:14
Storto to dobry trener, ale Sałański czy Goluch to nie mają pojęcia o trenowaniu dzieci.

2015-02-19 16:39:09


kibic2015-02-18 06:42:02
jak sie ma 400 tys budzetu to mozna pracowac,a w innych klubach na grupy mlodziezowe jak dadza 50 tys to dobrze bo reszta idzie na seniorow!Na te pieniadze to i tak slabe jest szkolenie w tym topie...

andrzej2015-02-17 08:33:13
BORYSIUK JUŻ PO KARIERZE I LEPIEJ JUŻ NIE BEDZIE JESZCZE TROCHĘ I ORLETA RADZYŃ



do góry strony | powrót
Lubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarskiLubgol - portal piłkarski